Odległe czasy zakupów ‘na kartki’
Był w naszym kraju czas, kiedy na sklepowych półkach stały tylko butelki octu i musztardy. Na pytanie ‘kiedy będzie jakiś towar’ na ogół padała odpowiedź ‘nie wiem’. Ludzie stawali na głowach, żeby można było włożyć cokolwiek do garnka. Nasze ówczesne wspaniałomyślne władze wpadły na pomysł, aby reglamentować żywność i tym sposobem wraz z wypłatą, każdy pracownik otrzymywał swój miesięczny przydział jedzenia. Kartki były różne – według przedziału wiekowego dla dzieci, dla dorosłych. Można było okazując je w sklepie kupić określoną ilość wędliny, mięsa, czekoladek, amerykańskiego sera żółtego i butelkę wódki. Nie było tak źle, niektóre towary reglamentowane, tak zresztą jak same kartki stanowiły niezły towar wymienny. Ludzie, którzy nie pili alkoholu, mieli w domach po kilkanaście butelek wódki, którą można było wymienić z sąsiadem na dodatkowe mięso lub papier toaletowy, albo ułatwić sobie zakupy w AGD, na przykład skracając oczekiwanie na wymarzoną lodówkę. Kawa na kiełbasę, ser na mięso, czekoladki i wódka za załatwienie, tak się życie kręciło. Same kartki na mięso nie zmieniały faktu, że aby dokonać zakupów trzeba było ustawić się w kolejce pod mięsnym około trzeciej nad ranem, a byli tacy, co czekali w kolejce od poprzedniego wieczora. Jaki był plus tamtych czasów? Kwitło życie towarzyskie. Okoliczni mieszkańcy znali się na wylot. Wiadomo było gdzie kto pracuje i co może załatwić. Nie było tak jak dziś anonimowych sąsiadów.